„Wdowa” John Grisham

 

Tytuł: „Wdowa”

Autor: John Grisham

Wydawnictwo: Albatros

Gatunek: Kryminał

Seria: Nie

Premiera: 12 sierpnia 2026

Ocena: 4/10


 

Simon Latch, adwokat z małego miasta, ledwie wiąże koniec z końcem. Pewnego dnia w jego kancelarii pojawia się miła starsza pani z testamentem sporządzonym u konkurencji. Nieuczciwość kolegi po fachu, który zapewnił sobie dostęp do pieniędzy klientki, nie oburzają Simona, bo sam również to planuje, a jest z czego czerpać. Sprawy komplikują się, gdy wdowa umiera, a Simon zostaje posądzony o zabójstwo. Wizja dożywocia mobilizuje adwokata do własnego śledztwa.

 

To była długa i żmudna lektura. Zacznijmy od powtórzeń, które wyskakiwały z każdego kąta, by po raz setny omówić te same fakty, zdarzenia i sytuacje. Bez nich książka straciłaby połowę objętości. To robiło się irytujące, bo czułam, jakbym miała do czynienia z kimś chorym na demencję i powtarzającym w kółko te same historie. Druga sprawa to wątek próbowania przywłaszczenia sobie pieniędzy wdowy przez głównego bohatera, co jakby nie było zbytnio piętnowane, a zdecydowanie powinno. Tłumaczenie się problemami finansowymi (które na pewno byłyby mniejsze, gdyby nie wywalanie kasy na hazard) to dla mnie słaba wymówka. Postać Simona jest irytująca. Poza tym sam szkielet fabuły był ciekawy. Niekorzystny testament, śmierć wdowy, proces – to miało sens. Tylko ubrane to było jakoś koślawo i oczywiście podczas procesu znów musieliśmy poznać w szczegółach każdy maglowany już wcześniej wątek. Były też sytuacje mało realne, jak to, że nagle każdy chce pracować za darmo, albo, że spłukany prawnik jednak stawia kolacje i sam nie żywi się w domu, stać go na drinki itd. Sam pomysł „kto zabił” nawet fajny, na plus również to, że ciężko było na to wpaść przy samodzielnym typowaniu sprawcy. Ale patrząc na całokształt, to zmęczyła mnie ta historia. Ciągnęła się jak ostatnia lekcja przed wakacjami.

 

Współpraca reklamowa z wydawnictwem


 

Komentarze

Popularne posty